Dawno, dawno temu żyło sobie dwanaście księżniczek...” – Czuję się zaskoczona własnym głosem. Jest idealnie opanowany.. Ot, zupełnie normalna sytuacja – jak gdyby wszystko było w należytym porządku.
– „Co wieczór zamykano drzwi do ich komnaty na klucz, a jednak co rano ich pantofelki były całe poprzecierane, a one same wyglądały na blade i bardzo zmęczone, jakby nie spały całą noc...”
Blanche przylega do mnie szczelnie, ssąc kciuk. Ciepło jej ciała dodaje mi niewyobrażalnej otuchy.
– Tańczyły, prawda, Daisy?
– Tak, tańczyły – odpowiadam.
Podczas letnich wieczorów w posiadłości Foxworth gości błogi spokój. Bursztynowe światło zachodzącego światła pada na wszystkie przedmioty w salonie, a każdy jest niezmiernie przyjazny oraz znajomy: moje pianino i stosy nut, psy z porcelany Staffordshire, srebrne kieliszki do jajek, dużo książek na półkach, serwis do herbaty w kwiatki w przeszklonej serwantce. Rozglądam się po pokoju i zastanawiam, czy jutro o tej porze tam będziemy – czy po jutrzejszym dniu kiedykolwiek zobaczymy jeszcze ukochane przedmioty. Kot Blanche, Alphonse, śpi w plamie słońca na parapecie, a przez otwarte okno wychodzące na ogród na tyłach domu dobiega jedynie śpiew kosa i cichutkie odgłosy strumieni: w dolinach Guernsey zawsze bowiem słychać wodę. Taka jestem wdzięczna za tę ciszę. Można by sobie prawie wyobrazić, że to zakończenie zwykłego przyjemnego letniego dnia. W zeszłym tygodniu, kiedy Śmierciożercy przejmowali Cherbourg, echo zaciętych walk rozpływało się nawet po naszej ukrytej dolinie, niczym grom z jasnego nieba, a na farmie Angie le Brock, w Les Ruettes na wzgórzu, kiedy dotknęło się szyby ręką, można było wyczuć lekkie wibracje, zaledwie drżenie, tak że nie było się do końca pewnym, czy to szyba się trzęsie, czy dłoń. Ale chwilowo panował spokój.
Wracam do opowieści. Czytam o tym, że był czarodziej, który wracał do domu późną porą, że miał magiczną pelerynę, która sprawiała, że był całkiem niewidzialny. Że pragnął odkryć sekret księżniczek. Że zamknięto go razem z nimi w sypialni, a one dały mu kielich wina ze środkiem nasennym, lecz on tylko udawał, że pije.
– Był naprawdę mądry, prawda? Sama tak bym zrobiła, gdybym była nim – oświadcza Blanche.
Na jej słowa nagle staje mi przed oczami żywe wspomnienie siebie jako dziecka. Tak samo jak ona uwielbiałam bajki, urzekały mnie przemiany, nieprawdopodobne wyprawy, zachwycające przedmioty o wielkim znaczeniu – magiczna peleryna, atłasowe pantofelki do tańca. I tak jak Blanche przejmowałam się bohaterami, ich porażkami, przeciwnościami losu oraz wszystkimi dylematami, przed jakimi stawali. Taka byłam pewna, że gdyby to o mnie była ta historia, wszystko byłoby dla mnie jasne, że byłabym mądra i odważna, i stanowcza, że wiedziałabym co robić.
Czytam dalej.
– „Kiedy księżniczki myślały, że czarodziej smacznie śpi, zeszły w dół przez klapę w podłodze, a on ukrył się za swoją peleryną i poszedł za nimi. Schodziły po wielu krętych schodach i w końcu dotarły do zagajnika, gdzie drzewa miały liście z diamentów i złota.”
Uwielbiam zwłaszcza tę część, w której księżniczki idą ścieżką do innego świata, zaczarowanego miejsca. Uwielbiam to uczucie zagłębienia się, to, że ze wszystkich stron mnie coś osłaniało. Podobnie czuję się, idąc dróżkami na Guernsey tu, do naszego domu, w tej mokrej zalesionej dolince St. Pierre du Bois. Dolinka wydaje się bezgranicznie bezpieczna i odizolowana, jakby się było w łonie. Jeżeli potem pójdzie się dalej, dróżka poprowadzi w górę, coraz wyżej i nagle wychodzi się na słońce, i widać pola kukurydzy, pustułki, blask morza. To jest jak narodziny.
Blanche wtula się we mnie, chcąc zobaczyć obrazki – dziewczęta w szerokich barwnych migotliwych spódnicach, złote i diamentowe liście. Wdycham jej znajomy, pocieszający zapach imbirowych ciasteczek, mydła i słońca.
– „Księżniczki doszły do podziemnego jeziora, a tam przywiązanych było dwanaście małych łódek, a w każdej książę, żeby nią wiosłować – gdy czytam dalej, mój głos zaczyna drżeć, serce mocniej bije –Czarodziej wsiadł do łodzi z najmłodszą księżniczką Och, och, coś jest nie tak, powiedziała. Łódka płynie za wolno. Czarodziej pomyślał, że go znajdą, i bardzo się bał.”
Blanche przygląda mi się uważnie, gryząc dłoń.
– Nie musi się bać, prawda? – pyta triumfalnie. – Wszystko się dobrze skończy, no nie? Odkryje sekret i ożeni się z najmłodszą księżniczką.
– No wiesz, Młoda – mówię, zaniepokojona naiwnością siostrzyczki. – On nie zdaje sobie z tego sprawy. Wszystko może się zdarzyć. Masz pięć lat, powinnaś to wiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz